2008-01-25

Czy społeczność zabija?

Ten wpis powodowany jest silnym przeżyciem emocjonalnym, jakie wywołał u mnie wpis KICIORA na temat historii, która wydarzyła się w prowincjonalnym brytyjskim (południowowaliskim) miasteczku Bridgend. Seria samobójstw bardzo młodych ludzi, których łączyło tylko to… że mieli konta na serwisie społecznościowym Bebo. Niedługo po śmierci każdego z nich pojawiały się strony z kondolencjami i były one bardzo popularne. Chęć zyskania popularności przyczyną samobójstw? Dla mnie tozbyt daleko posunięty wniosek. W końcu na co komu popularność, jeśli jest martwy? Co do osobistych skojarzeń, to napisałam to w komentarzu na blogu Kiciora, jednak ta sprawa spać mi nie dała wczorajszej nocy. W końcu jeśli to nieduża miejscowość, to zapewne większość nastolatków, jeśli nie wszyscy mieli konto na B. Taka moda. To jak jakby u nas serię samobójstw łączyć z posiadaniem numeru gg czy loginu na gazecie.pl Mało. No, ale w końcu Kicior powtarza tylko to co było napisane w gazetach… niemniej jednak sprawa wpływu społeczności internetowej na życie codzienne w realu jest moim zdaniem dobrym tematem do drążenia.
Nie od dziś wiadomo, że konflikty w realu mają swoje odzwierciedlenie w necie. Może wyrażają się one innymi środkami, nie brak jednak tu słownej agresji, kłótni, zdrad… tworzą się grupy wzajemnie zwalczające się nawzajem… jak osobne małe plemiona walczące o skóry i ogień. Nieważne czy dzieje sie to na forum, czy miniczacie. Istotą problemu jest to, że tego rodzaju sytuacje przede wszystkim uderzają w psychikę. I jeśli trafi na mniej odporną jednostkę, nietrudno tu o załamanie, depresję czy popadanie w uzależnienie (od czegokolwiek). Sama byłam świadkiem i uczestnikiem takich zdarzeń… zachowanie wewnętrznego spokoju daje tylko świadomość nieuchronności występowania takich konfliktów. Trzeba się nauczyć albo omijać je z daleka (metoda na strusia z głową w piasku) albo umiejętne rozgrywać dyskusję jak partię szachów, gdzie miast figur toczy się walkę na argumenty… z tą jednak różnicą, że wszystkie chwyty są dozwolone… Czy młody człowiek, który w okresie dojrzewania ma z założenia więcej problemów emocjonalnych, potrafi się w tym brutalnym świecie odnaleźć? Jeśli nawet dorośli ludzie tracą nieraz cierpliwość? Szczerze wątpię. Powszechna dostępność do internetu jak i możliwość budowania internetowego wizerunku, który nieraz i nie dwa jest przekłamany na korzyść bądź niekorzyść właściciela sprawia, że coraz więcej ludzi tworzy swoją drugą twarz. I nie każdego stać na szczerość… ale czy tej bezwzględnej szczerości powinniśmy wymagać? Zwłaszcza jeśli w codziennym życiu staramy się wypaść dużo lepiej niezależnie od możliwości? Nie spłycałabym tematu do obwiniania internetu. Kiedyś go nie było a fale samobójstw także się pojawiały. Zwłaszcza w czasach, gdy od jednostki wymagano więcej niż to było konieczne. Trochę dziś tak jest. W kinie sami piękni i doskonali ludzie. W reklamach to samo… a tu człowiek z rana budzi się.. widzi swoją (zapryszczoną na przykład) gębę… potargane włosy… i odechciewa się żyć. Piszę to z perspektywy osoby,która w młodości borykała się z problemami natury egzystencjalnej… więc może dzięki temu łatwiej jest mi o tym pisać. Jeśli zna się mechanizm wpychania się w dołek, to rozumie się co oznacza “chęć zaistnienia”. Nie chodzi tu o sławę. To raczej cichy krzyk kogoś, kto czuje się niedoceniony… a w głębi duszy czuje się kimś bardzo wartościowym… ale, że otoczenie tego nie widzi - zaczyna gniew i nienawiść przerzucać na samego siebie. Stąd niska samoocena… która pojawia się pozornie bez powodu…
Pytanie czy internet może w takim wypadku pomóc, czy zaszkodzić? Myślę, że nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Niestety. Trochę tak jak w życiu, zależy na kogo lub na co się trafi. Czy te nastolatki miały pecha trafić w złe środowisko? Pokłócić się z niewłaściwą osobą? Nie da rady. Nie wymyślę co się stało. Szkoda,że tak mało wiemy o człowieku, mimo że tak wielu jego naturą się zajmuje….

W każdym razie, skoro i tak odbywamy żałobę narodową… podłączę do niej kilka świeczek więcej…

9 komentarzy:

doctorley pisze...

Co do tej całej żałoby to polecam wstawić tę grafiką na swoją stronę: http://www.doctorley.ovh.org/?p=243

Powracając do tematu wpisu zjawisko to przypomina mi sytuację z Japonii - kiedy to nastolatkowie umawiali sie na samobójstwo przez Internet. Może teraz przyszła pora na Europę? Mam nadzieję, że nie jednak ten wniosek sam nasuwa mi sie na język… Oby nie nadeszła era “Samobójstwo 2.0″

styczeń 25, 2008 @ 3:15 am
(komentarz przeniesiony)

kicior99 pisze...

To po prostu teza walijskiej policji (HEDDLU) - słyszałem to z ust rzecznika. Siedem śmierci z podobnym zakończeniem na portalu musiało im dać trochę do myślenia. A wyciągnęli wniosek taki a nie inny.

styczeń 25, 2008 @ 4:45 am
(komentarz przeniesiony)

kicior99 pisze...

PS sprawa mnie zaintrygowała do tego stopnia. że kiedy będę miał trochę więcej czasu i dobrych chęci, pojadę pooddychać atmosferą Bridgend - to niedaleko ode mnie 2 godziny pociągiem, zwłaszcza że mam interes w sąsiednim Maesteg. Wierzę w genius loci, może znajdę tam jakiegoś rozmówcę, który opowie mi o Bridgend jako takim.

styczeń 25, 2008 @ 4:57 am
(komentarz przeniesiony)

kicior99 pisze...

oops, napisałem komentarz na mój blog, ale wkleje go również tutaj bo ad vocem.

Tekst znakomity, polecam Czytelnikom, szkoda że nie mogę puścić trackbacka… jednak absolutnie się z nim nie zgadzam.

Każda policja świata, walijskiej Heddlu nie wyłączając, mając do czynienia ze zjawiskiem zakrawającym na hekatombę, zacznie szukać punktów wspólnych. A co może być punktem wspólnym w takim Bridgend czy Maesteg? Ta sama szkoła? To samo podwórko? Sama przyznasz że to trochę mniej niż ta sama grupa społecznościowa, która stwarza o wiele więcej możliwości. Chodzi o te słynną anonimowość. Mam sporo znajomych, z którymi kontaktuję się zarówno w realu jak i przez internet. I wiesz co zauważyłem? Że na sieci posuwam się o wiele dalej w stosunku do nich niż w życiu rzeczywistym, właśnie na zasadach podkorowo zakodowanej anonimowości. Jest tylko jeden wyjątek ale właśnie dlatego jest wyjątkiem :) (osoby znające mnie doskonale wiedzą o kogo chodzi i dlaczego).
Złamać pewną społecznie obwarowaną barierę w zwykłej rozmowie jest bardzo trudno, a bariera śmierci do takich należy. Czasem, grasując na czacie zdarza mi się w rozmowach z absolutnie nieznajomymi osobami poruszać takie tematy, których na żywca nie dotknąłbym ani nawet się nie zbliżył. Niektóre z nich dotyczą śmierci właśnie.
Trudno przy tym przypuszczać, że taka rozmowa nie zostawi śladów w psychice, a im bardziej wyalienowana będzie taka jednostka, tym ślady te będą większe i mogące skończyć się rzeczywistymi reakcjami. Przy wrażliwości młodych ludzi wcale o to nietrudno.
Który z młodych nie myślał o samobójstwie? podejrzewam że każdy i piszący te słowa również. Reszty już nie muszę tłumaczyć, starałem sie pociągnąć rozumowanie do momentu, kiedy wszystko będzie jasne… Tak samo myślała również Heddlu. Nie dziwie im się .

styczeń 25, 2008 @ 5:46 am
(komentarz przeniesiony)

lavinka pisze...

Dla mnie tylko ta odpowiedź była trochę za szybka.. Mimo wszystko chęć samobójstwa to coś więcej niż skakanie na rowerze, a przecież i tym można zabłysnąć. Wydaje mi sie,że dziś gdy młody człowiek ma problem(obojętnie jaki) szuka osób o podobnych problemach w internecie. Kiedyś szukałby w okolicy na podwórku czy w szkole. I internetowa grupa samobójców gotowa. Tak samo grupują się anorektyczki i bulimiczki, tak samo grupują się młode niedoświadczone mamy… itp.
Przecież nie zabronimy siedzieć dzieciakom przed komputerem. Problem moim zdaniem nadal rodzi się w głowie samobójcy, internet to tylko miejsce, gdzie może sobie jakoś ulżyć. Ja też gadam w necie na tematy,których nie poruszam w realu… ale pisać jest łatwiej niż mówić… zwłaszcza o trudnych sprawach. Może dlatego ludzie tak łatwo uzewnętrzniają sie w necie… łatwiej ugryźć się w język niż w palce… Jeśłi chodzi o mit anonimowości to w erze Myspejsów i NaszychKlas (wczoraj o n-k było w Klanie!) to pomału nawet najbardziej zagorzali zwolennicy ukrywania danych osobowych zaczynają się bawić w jednolitą twarz realna i internetową. Ale to także wymaga czasu.
Przydałyby się internetowe grupy poszukiwaczy ludzi i grup samobójców. Może wtedy łatwiej byłoby zapobiec tragedii?
Dzięki Kiciorze za komentarze, dużo więcej mogłam się dowiedzieć. Wpis pozostawiam w niezmienionej formie,ale mam nadziejże,że czytelnicy wezwą pod uwagę także Twoje zdanie na ten temat. Dyskusja nadal otwarta :)

styczeń 25, 2008 @ 1:38 pm
(komentarz przeniesiony)

kicior99 pisze...

Lavi,.weź pod uwagę że obecna młodzież wbrew pozorom ma o wiele więcej problemów niż my. Przede wszystkim w czasach kiedy chodziliśmy do szkoły nie było tak ogromnej konkurencji i walki dosłownie o wszystko, Odnoszę wrażenie, że obecny piętnastolatek ma takie kłopoty jak my w wieku lat dziewiętnastu. Poza tym rodzice poświęcali więcej czasu własnym dzieciom niż obecnie. Taki piętnasto- czy szesnastolatek jest o wiele bardziej samotny niż my a frustracja niewyładowana potrafi rosnąć w postępie geometrycznym. Myśmy się upijali, oni ćpają i zabijają się. Głównie z braku odpowiedniego modelu życia, bo skąd go mają czerpać? Religia - co byśmy o niej nie powiedzieli - jest w odwrocie, zwłaszcza w społeczeństwach zachodnich, nie istnieje lub jest w zaniku tworzenie grup młodzieżowych, np. harcerstwo. A nawet, jaki atrakcyjny sposób na życie może dać harcerstwo? Żaden. To nie dziewiętnasty wiek.
Coś więc musiało zapełnić tę pustkę. Powstała możliwość tworzenia społeczności na nieco innych zasadach niż obecnie. Zasadach o tyle kuszących, że dających człowiekowi złudne poczucie wolności. Powstał specyficzny mikrokosmos ze wszystkimi swymi wadami i zaletami. Łatwiej tam o zachowania niepożądane, gdyż jest on absolutnie poza jakąkolwiek kontrolą. Ma swoich guru, spin doktorów, przywódców, autorytety. Jako że te autorytety nie mają większego doświadczenia życiowego, a jedynie charyzmę, śmiem twierdzić, że liczba takich niepożądanych zjawisk będzie się powiększać.

styczeń 25, 2008 @ 2:03 pm
(komentarz przeniesiony)

lavinka pisze...

O wypraszam sobie, ja też jestem z pokolenia które ćpało. W mojej klasie narkotyki były dostępne jak landrynki. Też byli samotni, bo rodzice rozwijali byznes a dzieci podrzucali dziadkom albo zostawiali same w domu an wiele tygodni. Teraz po prostu przestał być to temat tabu. Zdajesz sobie sprawę,że byłam chyba jedyną osobą w klasie która nie paliła ani nie próbowała trawki czy amfy? Jeden chłopak z mojej klasy podstawówkowej i jeden chłopak z licealnej nie żyją. Przez narkotyki. A uzależnionych było dużo więcej.

styczeń 25, 2008 @ 2:17 pm
(komentarz przeniesiony)

kicior99 pisze...

to ćpanie nie jest takie najważniejsze, poza tym jesteś dużo młodsza ode mnie i zdaje się, ze już liznęłaś trochę tej nowej kultury, która wyewoluowała w stronę samobójstw… Wszystko się zgadza.

styczeń 25, 2008 @ 2:23 pm
(komentarz przeniesiony)

lavinka pisze...

Najwyraźniej :) Ale przyglądając się temu z bliska odniosłam wrażenie,że to był jednak wybór… a przyczyną samobójstw była ogólna “beznadziejność”. Taka dziwna przypadłość polegająca na zniknięciu wiary w dobrą i fajną przyszłość…

styczeń 25, 2008 @ 10:19 pm
(komentarz przeniesiony)