Pytanie dlaczego wolimy zachodnie serwisy od rodzimych nie jest postawione właściwie. My nie wolimy zachodnich, my wolimy oryginalne! To tak jakby kogoś spytać dlaczego woli prawdziwe złoto od tombaku. Oczywiste, prawda? Tak samo jest z internetem.
No ale już dobrze. Przynajmniej kopiujemy to co dobre, sprawdzone, ok, wybaczam. Mam konto na n-k, mam konto na blipie i jeszcze w paru miejscach. Nie rozumiem jednak maniery kopiowania się polskich serwisów nawzajem. To droga do nikąd. To zwyczajne klonowanie, które nijak nie wpływa na popularność. Ostatnio jak gruszki na wierzbie powstają serwisy mikroblogowe. Jedne bardziej wzorowane na twitterze, drugie bardziej na facebook'u. Tylko pozornie. Tak naprawdę zauważono potencjał blipa i wymyślono, że skoro blip jakoś funkcjonuje, to może uda się go zdeklasować i dorównać Twitterowi. A, no i zarobić kupę_kasy. Taaaa....
Jest jeden mały, wręcz tyci problem. Żeby mikroblogować trzeba widzieć w tym sens. Samo wysyłanie statusów nie jest wbrew pozorom ideą mikroblogów. Status to sposób na przekazanie informacji. Nie jest fajny sam w sobie. To chwilowo najwygodniejsza forma kontaktu. Jeśli jednak ktoś nie ma potrzeby rozsyłania wiadomości do znajomych, takiej w sumie plotki powtarzanej z ust do ust... jeśli nie lubi dzielić się swoimi spostrzeżeniami, jeśli nie czuje potrzeby relacjonowania swego życia na bieżąco (bo na przykład to życie nie jest zbyt zajmujące), to ciężko mu się będzie odnaleźć w świecie 140-160 znaków.
I tu wracamy do klonowania. Czy naprawdę trzeba kopiować cudze pomysły, by coś wypromować? Pewnie ktoś powie, że tak. Bo tu działąją takie same mechanizmy. Ale wówczas na starcie jesteśmy skazani na porażkę. Dlaczego? Spróbujcie zrobić klona google i im dorównać zasięgiem. Marne szanse, prawda? A kopiujecie twittera....
apdejt: Ciekawy wywiad z Maćkiem Budzichem w temacie śledzika i innych ryb ;)
apdejt nr 2: Już na n-k są pierwsze protesty przeciwko śledzikowi ;)






